„Twój mąż mnie zatrudnił” – powtórzyła kobieta, powoli wchodząc do pokoju.

Madeleine podeszła do łóżka i ostrożnie przykryła nogi kocem. Jej ruchy były precyzyjne, bez czułości, ale i bez przemocy. Było jasne, że w przeszłości była kimś więcej niż tylko opiekunką do dzieci.

Zajęłaś się już chorymi? – zapytała Justine, próbując ukryć drżenie.

– To tyle. Jest tu cicho. I ciepło.

„I nie… „…Nie boisz się?

„Czego mam się bać?”

„Śmierć”. Choroby. Samotność…

„Nie. Jestem przyzwyczajona do wszystkich trzech” – powiedziała spokojnie Madeline. „Przetrwałam je. Na swój sposób”.

Justine spojrzała na nią.

Co robiłaś zanim zostałaś opiekunką do dzieci?

„Spędziłem dziesięć lat w miejscu, gdzie nie można rozmawiać. Gdzie żyje się w ciszy.

Justine nagle zrozumiała.

– Więzienie…

– To tyle.

“Po co?”

Madeleine wstała i otworzyła okno.

Ktoś obok mnie był w niebezpieczeństwie. Nie mogłem patrzeć.

„Zabiłeś go?”

– To tyle.

Cichy.

„Przepraszam” – powiedziała szczerze Justine.

— Stawanie się. Są rzeczy, które nie mogą pozostać bezkarne. Czasami prawda nie jest sprawiedliwością.

Reklama